poniedziałek, 23 marca 2015

Cuda na dowód Jego Boskiej miłości (5)

Przerażeni tym, co zaszło, uciekli teraz apostołowie daleko. Nikt nawet nie ważył się ich tknąć. Lecz o mało nie skończyło się źle z jednym uczniem Zbawiciela, prawdopodobnie ze św. Markiem (Mk. 14,51). Nie znał i nie zastosował się do słów Zbawiciela: "Pozwólcie tym odejść". Uszedł pojmania tylko dzięki temu, że zostawił w rękach żołnierzy prześcieradło, które zarzucił na ramiona, zbudzony ze snu hałasem.

Widać stąd, jak niebezpieczne było położenie uczniów, jak wielkie ich przerażenie, jak zdecydowana wola wrogów Chrystusa, aby pochwycić również i uczniów. Ale tym trudniejsza do zrozumienia łatwość, z jaką przy pojmaniu Apostołowie uciekli.

Rozważając te wydarzenia spokojnie i bez uprzedzeń, musimy rozważyć, że apostołowie nie mieli nic innego do zrobienia w tych okolicznościach.

Odważnie chcieli natrzeć mieczem, - ale im tego zabroniono. Ze słów Zbawiciela: "Pozwólcie tym odejść" zrozumieli, że nie mogą teraz iść razem z Nim na pojmanie i śmierć, że powinni Go raczej zostawić - jak powiedział sam - mocom ciemności, ponieważ nie nadeszła ich godzina. Nie pozostało apostołom nic innego jak ucieczka. Było to również i z innej przyczyny najzrozumialsze i najgodniejsze polecenie. Nie mogli się narażać na niebezpieczeństwo zaparcia się Chrystusa, wskutek zetknięcia się z Jego wrogami.

Błąd ich tkwił tylko w tym, że zamiast odejść stamtąd, uciekli. Zdradzili przez to brak ufności w Zbawiciela. Dopuścił Chrystus tę słabość na apostołów, aby ich całkowicie upokorzyć i odebrać im zbytnie i zuchwałe zaufanie we własne siły. Może przypomnieli sobie podczas tej ucieczki, te błyskotliwe przyrzeczenia, czynione niedawno Mistrzowi. Szczególnie Piotrowi musiały dźwięczeć w uszach słowa: "Choćby się wszyscy zgorszyli z ciebie, ja nigdy się nie zgorszę" (Mt.26, 33). Jakżeż musieli się wstydzić!

Miejmy więc współczucie dla biednych apostołów. Zamiast rzucać na nich kamienie potępienia, wglądnijmy raczej we własne sumienia. Czyż my nie opuszczamy Jezusa z obawy przed ludźmi? Apostołom chodziło o życie; sądzili, że ono w niebezpieczeństwie. Lecz nam nie grozi ani więzienie, ani kajdany, ani śmierć. A oto mała nieraz drwina, drobny szyderczy uśmieszek, uszczypliwa jakaś uwaga ze strony niewierzącego jest przyczyną do opuszczenia Zbawiciela, do zaniedbania najświętszych obowiązków. Tak więc w małych rzeczach jesteśmy daleko mniej wierni niż apostołowie. Uderzmy się więc ze skruchą w piersi.

Słabość apostołów wyszła im ostatecznie na dobre.

Jest to dla nas pokrzepieniem. Ich ucieczka dodaje nam otuchy i pociechy. Skoro bowiem spotkamy ich znowu przy uroczystościach zesłania Ducha św. - jak po bohatersku wyruszają na podbój całego świata, nabieramy odwagi, że i my możemy jescze zostać świętymi, mimo naszej nędzy i tchórzostwa.

Prośmy zatem Zbawiciela, żeby przywiązał nas nierozerwalnie do siebie więzami swojej miłości. Obyśmy zostali Mu wierni aż do śmierci. Amen

(Śladami Męki Pana, Pojmanie Zbawiciela, s. 75-77)

niedziela, 22 marca 2015

Cuda na dowód Jego Boskiej miłości (4)

Nadszedł wreszcie moment, gdy Chrystus pozwolił nałożyć sobie więzy. Chciał nas przekonać o swej miłości i wyzwolić nas z kajdan grzechu i piekła. Lecz przedtem jeszcze raz usiłuje odstraszyć arcykapłanów i starszyznę żydowską od ich zbrodni. Przekłada im z jednej strony niegodziwość ich postępowania - że nie uważali go wtedy za zbrodniarza, gdy przemawiał tak często w świątyni i okazywał się zawsze dobroczyńcą ludu. A z drugiej strony zapewnia, że nie byliby Go pojmali mieczów i pałek, gdyby to nie była ich godzina i moc ciemności. Trzy razy powołuje się na Pismo św., aby im zaznaczyć, że są tylko narzędziami w rękach Bożych, do wypełnienia przepowiedni i proroctw.

"Nie winniśmy wam - woła św. Leon (Serm. de pass. c.5) - żadnej, o żydzi, wdzięczności! Ani tobie, Judaszu! Prawda, wasza niezbożność posłużyła do naszego zbawienia. Prawda, przez was stało się to, co leżało w zamiarach Bożych. Ale to było wbrew waszej woli. Śmierć Chrystusa nas zbawia - was oskarża. Słusznie nie posiadacie tego, co wedle waszych pragnień powinni zginąć".

A teraz zabrano się do dzieła. Jak wilki rzucili się wrogowie Chrystusa na Baranka Bożego, jak rozbójnicy na swój łup. Straż razem z dowódcą i pachołkowie żydowscy pochwycili Jezusa i związali go. Robili to z wielkim zapałem, godnym lepszej sprawy.

Z pewnością mocno zacisnęli więzy i omotali je na wszystkie możliwe sposoby. Przecież im Judasz powiedział: "Prowadźcie ostrożnie". Słodsze i przyjemniejsze były niewątpliwe owe więzy, którymi związała Go kochająca matka, gdy jeszcze jako niemowlę spoczywał w kolebce. Chrystus w świętą opływał radość z powodu teraźniejszych więzów. Inaczej byłby je łatwiej zerwał niż Samson. On w ogóle lubi być więźniem. Dlatego w wieczór, poprzedzający Jego Mękę, ustanowił Sakrament Ołtarza, aby móc przebywać wśród nas jako więzień miłości aż do skończenia świata.

Szczęśliwy, po trzykroć szczęśliwi, którzy kiedykolwiek godni byli nosić na sobie więzy Chrystusa. Ileż to lśniących tytułów do chwały miał św. Paweł. Był Apostołem, był wzorem dla świata; był nauczycielem ludów. To były szczeble jego sławy: Sznury, kajdany i więzy. "Ja, Paweł, więzień Jezusa Chrystusa za was podan" (Ef. 3,1).

I dla nas powinno być chlubą i dumą, że jesteśmy związani więzami Jego prawa, więzami przykazań, więzami Jego Boskiej miłości.

(Śladami Męki Pana, Pojmanie Zbawiciela, s. 74-75)

czwartek, 19 marca 2015

Cuda na dowód Jego Boskiej miłości (3)

Piotr nie popełnił ostatecznie żadnego grzechu ciężkiego. Zbyt dosłownie tylko pojął poprzedni nakaz Zbawiciela, aby kupić miecz (Łk. 22,36) - tzn. by uzbroić ducha w oręż ducha w oręż do walki. Dlatego to, co uczynił, uważał za konieczną obronę. Gorąca miłość ku Chrystusowi i obawa, że może go spotkać cierpienie, odebrały mu zdolność wszelkiej spokojnej rozwagi. Jakżeż mógłby inaczej popełnić taką nieroztropność, by samemu jednemu rzucić się na o wiele liczniejszych wrogów?

Prawdziwie chrześcijańskiej zemsty uczmy się od Zbawiciela: odpłacać dobrym za złe. Ale i od Piotra możemy się czegoś nauczyć. Zapewne nie wojowania mieczem. Gdyby każdemu grzeszącemu przeciwko Chrystusowi wolno było obciąć prawe ucho, zbyt wielu ludzi posiadałoby tylko lewe uszy. A więc ślepa lub przesadna gorliwość przynosi tylko szkodę. Również szkodliwa jest zbyt mała gorliwość albo zupełny jej brak o chwałę Chrystusa, o Jego Kościół, o zachowanie czystości wiary i obyczajów.

Pod tym względem należałoby życzyć Piotrowego usposobienia przede wszystkim władzy świeckiej, której Bóg włożył do ręki miecz. Nie byłoby wtedy tyle naśmiewania się i drwin z religii i wiary. Nie byłaby wtedy tak bezczelnie deptana chrześcijańska moralność. Nie istniałoby wtedy tak dużo zakazanych domów; nie dawano by tyle publicznych zgorszeń; usunięto by z wystaw bezwstydne obrazy; nie rozszerzano by wśród ludu książek o bezbożnej lub niemoralnej treści.

Nie trudno zrozumieć, co usłyszą w dzień sądu ostatecznego tacy przedstawiciele władzy, którzy nie tylko nic nie robią dla religii i moralności - ale bezkarnie pozwalają krzewić się na swych oczach wszelkiemu złu.

Również i niektórzy rodzice lub gospodarze domu powinni mieć więcej usposobienia Piotra. Ułożyłoby się życie rodzinne po chrześcijańsku i uratowałoby się wiele niewinności. I nam wszystkim przydałoby się także usposobienie Piotra. Nie chwytalibyśmy wtedy tak leniwie za broń w walce ze złem i nie poddawalibyśmy się zaraz przy pierwszej utarczce z pokusą.

(Śladami Męki Pana, Pojmanie Zbawiciela, s. 73-74)