poniedziałek, 3 października 2016

Droga z Ogrojca do Annasza (1)

Droga z Ogrojca do Annasza opisuje ewangelista Jan tymi słowy: "I przyprowadzili go najpierw do Annasza".

1. Pochód ten był dla Zbawiciela przede wszystkim bardzo bolesny. Wskutek wielkiej utraty krwi w Ogrojcu, był Chrystus bardzo wyczerpany. Pęta, jakimi dla ostrożności w najrozmaitsze sposoby skrępowano całe Jego ciało, utrudniało mu bardzo chodzenie. Upojona powodzeniem zgraja biła Go po drodze, popychała, szarpała, poniewierała w przeróżny sposób. A na cóż to nie umie się zdobyć taka brutalna, rozwydrzona tłuszcza?

Utrzymują niektórzy pisarze, że podczas tej drogi mścił się motłoch na Jezusie za powalenie ich przy pojmaniu na ziemię, że wrzucono Zbawiciela nawet do potoku Cedron, że pachołcy wlekli Go potem jak dziką, upolowaną zwierzynę.

(Śladami Męki Pana, Pojmanie Zbawiciela, s. 78-79)

niedziela, 2 października 2016

Dalsze zdarzenia po pojmaniu

Ewangeliści: Mateusz, Marek i Łukasz po opisie pojmania Zbawiciela, przedstawiają zaprowadzenie Go do Kajfasza. Mateusz i Marek podają potem właściwe przesłuchanie przed Kajfaszem i arcykapłanami, które skończyło się skazaniem Chrystusa. Wszyscy trzej ewangeliści przedstawiają następnie trzykrotne zaparcie się Piotra, które miało miejsce na dziedzińcu, przed pałacem Kajfasza. Nic jednak nie wspominają o bytności Jezusa u Annasza, ani o przesłuchaniu wobec Annasza, gdzie Jezusa pytano o uczniów i o naukę, ani wreszcie o policzku, jaki otrzymał podczas tego przesłuchania.

Wszystko to uzupełnia Jan. Wiemy o tym dobrze, że ewangeliści nie mieli ani polecenia, ani zamiaru opisać wszystkie wydarzenia. Dlatego św. Jan przy pisaniu swej ewangelii, postawił sobie za zadanie uzupełnienie ewangelii, przez dodanie pewnych ważniejszych zdarzeń z życia Chrystusa, pominiętych przez pierwszych trzech ewangelistów, tak zwanych synoptyków.

Jedynie więc od św. Jana dowiadujemy się o przesłuchaniu Chrystusa przed Annaszem i o tym, że pierwsze zaparcie się Piotra miało miejsce podczas rego przesłuchania (Mt. 26,57; Mk. 14,53; Łk. 22,54; Jan 18,14 i 19-24).

Rozważmy zatem drogę z Ogrojca do Annasza oraz przedwstępne przesłuchanie Chrystusa przed Annaszem.  

(Śladami Męki Pana, Pojmanie Zbawiciela, s. 75-77)

poniedziałek, 23 marca 2015

Cuda na dowód Jego Boskiej miłości (5)

Przerażeni tym, co zaszło, uciekli teraz apostołowie daleko. Nikt nawet nie ważył się ich tknąć. Lecz o mało nie skończyło się źle z jednym uczniem Zbawiciela, prawdopodobnie ze św. Markiem (Mk. 14,51). Nie znał i nie zastosował się do słów Zbawiciela: "Pozwólcie tym odejść". Uszedł pojmania tylko dzięki temu, że zostawił w rękach żołnierzy prześcieradło, które zarzucił na ramiona, zbudzony ze snu hałasem.

Widać stąd, jak niebezpieczne było położenie uczniów, jak wielkie ich przerażenie, jak zdecydowana wola wrogów Chrystusa, aby pochwycić również i uczniów. Ale tym trudniejsza do zrozumienia łatwość, z jaką przy pojmaniu Apostołowie uciekli.

Rozważając te wydarzenia spokojnie i bez uprzedzeń, musimy rozważyć, że apostołowie nie mieli nic innego do zrobienia w tych okolicznościach.

Odważnie chcieli natrzeć mieczem, - ale im tego zabroniono. Ze słów Zbawiciela: "Pozwólcie tym odejść" zrozumieli, że nie mogą teraz iść razem z Nim na pojmanie i śmierć, że powinni Go raczej zostawić - jak powiedział sam - mocom ciemności, ponieważ nie nadeszła ich godzina. Nie pozostało apostołom nic innego jak ucieczka. Było to również i z innej przyczyny najzrozumialsze i najgodniejsze polecenie. Nie mogli się narażać na niebezpieczeństwo zaparcia się Chrystusa, wskutek zetknięcia się z Jego wrogami.

Błąd ich tkwił tylko w tym, że zamiast odejść stamtąd, uciekli. Zdradzili przez to brak ufności w Zbawiciela. Dopuścił Chrystus tę słabość na apostołów, aby ich całkowicie upokorzyć i odebrać im zbytnie i zuchwałe zaufanie we własne siły. Może przypomnieli sobie podczas tej ucieczki, te błyskotliwe przyrzeczenia, czynione niedawno Mistrzowi. Szczególnie Piotrowi musiały dźwięczeć w uszach słowa: "Choćby się wszyscy zgorszyli z ciebie, ja nigdy się nie zgorszę" (Mt.26, 33). Jakżeż musieli się wstydzić!

Miejmy więc współczucie dla biednych apostołów. Zamiast rzucać na nich kamienie potępienia, wglądnijmy raczej we własne sumienia. Czyż my nie opuszczamy Jezusa z obawy przed ludźmi? Apostołom chodziło o życie; sądzili, że ono w niebezpieczeństwie. Lecz nam nie grozi ani więzienie, ani kajdany, ani śmierć. A oto mała nieraz drwina, drobny szyderczy uśmieszek, uszczypliwa jakaś uwaga ze strony niewierzącego jest przyczyną do opuszczenia Zbawiciela, do zaniedbania najświętszych obowiązków. Tak więc w małych rzeczach jesteśmy daleko mniej wierni niż apostołowie. Uderzmy się więc ze skruchą w piersi.

Słabość apostołów wyszła im ostatecznie na dobre.

Jest to dla nas pokrzepieniem. Ich ucieczka dodaje nam otuchy i pociechy. Skoro bowiem spotkamy ich znowu przy uroczystościach zesłania Ducha św. - jak po bohatersku wyruszają na podbój całego świata, nabieramy odwagi, że i my możemy jescze zostać świętymi, mimo naszej nędzy i tchórzostwa.

Prośmy zatem Zbawiciela, żeby przywiązał nas nierozerwalnie do siebie więzami swojej miłości. Obyśmy zostali Mu wierni aż do śmierci. Amen

(Śladami Męki Pana, Pojmanie Zbawiciela, s. 75-77)